O dwóch takich, co ukradli Księżyc

Wpis Kasi:

Dzięki uprzejmości czarownego grona udało mi się zdobyć do flagowego bloga dostęp, z czego pozwolę sobie skwapliwie korzystać, tą drogą dzieląc się czasem moim spostrzeżeniami.
Na pierwszy rzut będzie filmowo. Fajny film wczoraj widziałam… I momenty były… Klasyka gatunku pt. „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”. Z grubsza każdy wie, o co w tym arcydziele chodzi, a niektórzy pewnie – jak i ja – dziecięciem będąc mieli okazję obejrzeć. Kontekst współczesny też jest w miarę oczywisty. Niemniej jednak dzieło przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Coż, najwścieklejsze pióra i najbardziej cięte języki satyry nie wymyśliłyby takiego scenariusza, jaki dopisało do filmu życie. Bo czyż można nie parsknąć niepohamowanym chichotem, gdy słyszy się, że po każdym roku życia Jacka i Placka mieszkańcy wioski czuli się tak, jakby im przybyło 100 lat… Tego typu perełek dialogowych jest tam bez liku, napisanych ze swadą, ale wszak autorem scenariusza był Jan Brzechwa (na podstawie książki Kornela Makuszyńskiego). Nie będę cytować, żeby nie psuć zabawy. Kto ma okazje kupić lub pożyczyć od znajomych (film ukazał się na DVD) – gorąco polecam!
Swoją zaś drogą to bardzo ciekawy przykład tak „zaczarowanej” drogi filmowej. Sytuacja prawie niespotykana, by film zaczął „żyć” na nowo. Być może Ameryka przeżyła taką kinematograficzną woltę po wyborze Ronalda Reagana na prezydenta (ha, dogoniliśmy ich! – też mamy prezydenta-aktora, a wręcz double-impact), ale więcej przykładów do głowy mi nie przychodzi. A przecież tylu innych bliźniaków mogło dostać te role… Albo Kaczyńscy mogli zagrać w zupełnie innym filmie, dwóch dobrych, prawych i sprawiedliwych chłopców…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>